Moja surowa opowieść

Surowe jedzenie to prezent od życia dla mnie. W wieku 16 lat przyszła do mnie świadomość, ze jedzenie zwierząt i produktów pochodnych, wcale nie jest koniecznością.

Nigdy nie chciałam jeść mięsa i już jako niemowlę, plułam zaciekle, kiedy wmuszano we mnie zupkę na wywarze mięsnym. Mleka także nie chciałam pić i wszelkie nagrody za wypicie szklanki mleka w końcu przestały działać 🙂

Od dziecka uwielbiałam czytać, wiec zaczął się etap zbierania informacji z książek i doświadczanie tego na sobie. Był krótki etap poznania makrobiotyki, ale zdecydowanie czułam,że to nie moja bajka 🙂

Surowe jedzenie było tym co zawsze kochałam. Pamiętam, że jako kilkuletnia dziewczynka tęskniłam za smakiem owoców, które bywały dwa razy w roku na święta, pomarańcze i banany 🙂 Pewnie dlatego byłam uzależniona wtedy od cukru i uwielbiałam naleśniki z dżemem 🙂 Moja mama nie chciała ich już smażyć, wiec musiałam szybko się nauczyć robić to sama.

Kiedy przeczytałam jedną z pierwszych książek na temat zdrowia, CUKIER NIE DZIĘKUJĘ, natychmiast podjęłam walkę z moim nałogiem 🙂 Jeszcze wtedy jadłam miód, wiec przy atakach na słodkie, jadłam pół łyżeczki miodu. Wiele bym pewnie dała, żeby były dostępne te wszystkie wspaniałe owoce, daktyle i inne przyjemności, które teraz tak łatwo są dostępne. Jednak było, jak było, radziłam sobie jak potrafiłam. Moje życie nie było łatwe i proste od początku, więc to wszystko co się działo prowadziło mnie wciąż do nowych doświadczeń, w celu odnalezienie siebie prawdziwej. Inne książki które były wtedy dostępne, to Mleko cichy morderca, Dieta Mai Błaszczyszyn według diety Diamondów- dzięki tej książce wprowadziłam jedzenie owoców zawsze przynajmniej do godziny 12.00. I pewnie wiele, wiele innych, ale te pozycje od razu do mnie przemówiły i widziałam, że to jest prawda. Prawda, że mogę dbać o siebie, tak abym zawsze mogła być młoda i zdrowa. Po prostu wiedziałam,że takie będzie moje życie.Nie miałam żadnych wątpliwości i może dlatego nie spotkałam się z negacją tego płynącą od innych ludzi. Chciałam opowiedzieć już wtedy o tym całemu światu :), ale jako taka młoda osoba, przekonałam sie także, że ludzie niekoniecznie chcą o tym słuchać. Świat wyglądał wtedy zupełnie inaczej. Mamy to szczęście żyć Teraz w zupełnie w innych czasach, przyjaznym tego typu przesłaniom. Czuję i dostrzegam wciąż, że Teraz ludzie budzą się bardzo szybko do tej prawdy. Na pewno dzięki temu, że jest internet i szeroki dostęp do wszystkich potrzebnych informacji.

Kiedy przestałam jeść mięso, nabiał, cukier, białą mąkę, jadłam owoce do 12.00, przestałam mieć jakiekolwiek dolegliwości zdrowotne. Już jak byłam dzieckiem, raz na 2-3 miesiące miałam straszliwe migreny, które sprawiały że chciałam umrzeć przez 2-3 dni 🙂 Oczywiście były też liczne przeziębienia, katary,ogromne  bóle menstruacyjne, duża ilość snu, napady na słodkie. Taka normalna rzeczywistość przeciętnego człowieka 🙂 Ja chciałam żyć inaczej i tak wybrałam. Wszystkie dolegliwości się skończyły i nigdy nie wróciły. Sądzę, że moja dieta zawsze od tego czasu była oparta w 60-80 % na surowym jedzeniu. Oraz wegańskich daniach i produktach, uwielbiałam tofu, chleb pieczony na zakwasie i różne inne dobre rzeczy :). Około 5-6 lat temu, przyszedł etap, ze poczułam, że chce jeść tylko na surowo. Zaczęłam pisać wtedy pierwszego bloga na ten temat, poznałam tam cudownych ludzi Ewcię – Ewelinę Stępnicką i Marcina z RawRestauracji, blogowaliśmy i wspieraliśmy się w tych początkowych odkryciach. Przechodziłam wtedy przez etapy walki z samą sobą, chciałam być 100% surowa, a wciąż wracały w jakieś formie zachcianki na różne przetworzone produkty, pewnie głównie tofu, ziemniaki, gotowane warzywa. Wtedy oczywiście z tym walczyłam i wciąż przegrywałam sfrustrowana. W końcu odkryłam schemat tego wszystkiego, przestałam walczyć i wtedy naturalnie to wszystko odpadło. Kiedy chciałam zjeść coś gotowanego, jadłam i nie robiłam z tego tragedii jak wcześniej 🙂 Pewnie każdy przez to przechodzi, ciało musi się oczyścić, a umysł przestawić. Walka nigdy nie przynosi rozwiązania, tylko wyciszenie i akceptacja tego co jest i jakie jest.

Kocham surową dietę, dobieram ją intuicyjnie i nigdy nie brałam suplementów. Czuję, że jestem zdrowa i pełna niekończącej się energii. Jednak gdyby nie pojawiła się moja duchowa opowieść, moje równorzędne poszukiwania odpowiedzi o głębszy sens istnienia, sama dieta nie przyniosłaby mi tego co było dla mnie najważniejsze. Była jedynie furtką do głębszych poszukiwań. Poza tym ciałem i całą tą trudna bezcenną historią.

4 Comments on “Moja surowa opowieść

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: